Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą tramwaj

26 maja - Dzień Matki

I jak Wam minął ten dzień? Czy miło go spędziliście?  A może zaskoczyliście czymś Wasze mamy? Ja przygotowałam dzisiaj obiad, na który zaprosiłam rodziców. W menu był pstrąg pieczony z masełkiem czosnkowym, młode ziemniaki z wody i sałatka z pomidorów koktajlowych, ogórka, oliwek i sera fety. Na szczęście wszystko wyszło i zjedliśmy go ze smakiem. Po obiedzie mąż zebrał się do pracy, a my ubrani w dodatkową parę majtek, żeby nam tyłków nie przewiało wybraliśmy się na miasto. Tramwajem pojechaliśmy do Renomy na lody. Po drodze pokazałam rodzicom, gdzie pracowałam jeszcze do ostatniego piątku. Bo od dwóch dni nie jestem już niewolnikiem korporacji, z czego się bardzo cieszę. Na pożegnanie usłyszałam od tych, co zostali, "gratulujemy, że wybrałaś wolność" :-), w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi, a nasz los zależy tylko od nas... Jak na lody, to tylko do Grycana. Ostatnio zamknęli kilka lodziarni i ta najbliższa znajduje się właśnie tam. Niestety wybór lodów był dosyć mały...

Ja to mam szczęście...

Jechałam wczoraj do pracy i bardzo byłam z siebie dumna, że udało mi się zdążyć na tramwaj, który dojeżdża pod firmę na czas, a nie 5 minut później... I tak sobie jechałam zastanawiając się jaki dzień mnie czeka, aż tu nagle trzy przystanki przed końcem mojej podróży, tramwaj stanął, otworzył wszystkie drzwi i tak stał. Co się stało? A no popsuł się... Zdarza się. W ten sposób do pracy zamiast zjawić się przed czasem, dotarłam porządnie spóźniona. Na szczęście poranek miałam w miarę spokojny, a i reszta dnia jakoś zleciała. O 16:30 odłączyłam wtyczkę od komputera i pobiegłam na tramwaj do domu, bo na 19:00 zaplanowane miałam ćwiczenia. Wsiadłam w ten tramwaj, przejechaliśmy cały jeden przystanek i co, i co? No kto zgadnie? Tramwaj się popsuł! Pech jakiś czy coś :-)

Tobiaszka rok i wypadek na torach.

Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam... Tak właśnie wczoraj śpiewałam Tobiaszowi. Niestety tylko przez telefon, bo ze względu na moją pracę nie udało mi się pojechać do rodziców, żeby osobiście ucałować mojego kochanego kota w dnu jego pierwszych urodzin. Dla tych, którzy nie wiedzą, pierwszy rok koci przelicza się na 18 ludzkich lat. Tak przynajmniej wyczytałam w poradniku "Jak dbać o kota?", który dostałam w prezencie od kolegów z pracy. I tak właśnie, nie dość że Tobiasz skończył rok to do tego zyskał pełnoletność... Znalazłam jednak wyjście z tej niemiłej dla nas sytuacji i zaprosiłam całą trójkę, tj. Tobiasza i moich rodziców do nas na weekend. Zostaną u nas na noc i będziemy mogli świętować  :-) Tak wiem, mam kota na punkcie mojego kota :-) Tak prawdę mówiąc to bardzo poważnie zastanawiam się nad przygarnięciem pary kotków. Chciałabym od razu dwa koty, tak żeby nie było im smutno, gdy ja będę w pracy. Pomyślimy  zobaczymy. Na razie jeszcze niczego nie zdecy...