Przejdź do głównej zawartości

Posty

Z wizytą w Londynie

Dzisiaj korzystając z ładnej pogody, wybraliśmy się z tata na ostatnią wycieczkę do Londynu. Tematem przewodnim wyjazdu był spacer nad brzegiem Tamizy. Ale nie był to taki zwykły spacer. Tato, wielbiciel pieszych wycieczek, przegonił nas tak po mieście, ze skończyliśmy w sklepie z butami. Te, w których przyjechaliśmy, zwyczajnie nie dały rady:-) Ja już się przyzwyczaiłam do takich przygód. Na koniec, już pod samym domem złapała nas taka ulewa, ze musieliśmy się wycierać ręcznikami, a z ubrań można było wodę wyciskać. Ogólnie dzień muszę zaliczyć do bardzo udanych, pomimo sporego odcisku na palcu i totalnego wyczerpania. Jutro pewnie będę miała zakwasy w nogach, ale i tak było warto :-) A to niektóre z atrakcji, jakie mogliśmy dzisiaj oglądać... Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn Londyn

Cztery dni do konca.

Ledwo pozegnalam sie z lotniskiem i znowu tu jestem. Jednak dzisiaj powod mojej na nim obecnosci jest zupelnie inny. Przylatuje moj tato, a w zasadzie to juz przylecial. Tak przynajmniej pokazuja monitory:-) Dlugo czekalam na ten dzien, bo to oznacza, ze juz bardzo malutko zostalo mi do wyjazdu, a do tego nie bede juz sama. Chociaz w tych ostatnich dniach odwiedzilo mnie wiecej osob niz kiedykolwiek. Dzisiaj znowu mialam goscia. Kolezanka z pracy przyjechala na ostatnie ploteczki przy winku, ktore jest mi calkowicie zakazane... No, ale ten ostatni raz z kolezanka, nie moglam sobie odmowic;-) Zaraz po jej wyjsciu polozylam sie spac, bo jakos taka zmeczona sie poczulam i spalam bite piec godzin. Dobrze, ze sobie budzik nastawilam, bo tate czekalaby noc na lotnisku ;-)

Na łonie natury.

A tutaj coś dla odważnych. Ja zdjęcie robiłam przez szybę...

Zgubiony prezent

Chyba jednak nic z tego....

Z pamiętnika bezrobotnego.

Bardzo mi się podoba to niechodzenie do pracy. Bylebym się tylko nie przyzwyczaiła zbyt mocno... ;-) Wstaliśmy sobie dzisiaj z Tobiaszem niespiesznie o 07:00, co jest dla nas dużym sukcesem, bo T z reguły budzi się ok 06:00. Chyba te upały go wykańczają i nie ma chłopak siły. Zebrałam się i pojechałam na 08:00 do przychodni, aby zarejestrować się do lekarza w celu wyjaśnienia tej mojej torbieli. Po drodze zajechałam do sklepu po świeże bułki na śniadanie, chociaż powinnam jeść czerstwe. No ale czy ja jestem koniem??? Nie wyglądam przynajmniej... Od jakiegoś czasu zbierałam się do obcięcia krzewu przed domem. Pomyślałam sobie jednak, że jutro przyleci mój tato i to on się tym zajmie;-) Niestety, prognoza pogody na najbliższe dni wymogła na mnie szybką akcję, która musiał zostać przeprowadzona dzisiaj inaczej groziła niepowodzeniem. I faktycznie już wieczorem spadł pierwszy deszcz, a kolejne dni maja być tylko gorsze. Ja nie tylko obcięłam gałęzie, ale doda...

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, tylko u mnie zamieszanie.

Nareszcie zrobiło mi się trochę miejsca w domu!!! I dobrze, bo już nie było się jak ruszyć, chociaż Tobi nie narzekał... Panowie obiecali odbiór paczek wczoraj po południu, ewentualnie wieczorem. Tak więc czekałam na nich cały dzień. O 17:00 nie wytrzymałam i zadzwoniłam z zapytaniem, czy mogliby się określić, co do godziny przyjazdu, bo ile można czekać. Odpowiedź, której mi udzielono na pewno nie była tą jakiej się spodziewałam. Pan poinformował mnie, że mają trzy godziny opóźnienia i jeszcze nie wiedzą kiedy będą mogli wyruszyć w dalszą drogę. Podobno ktoś kupił coś przez internet, zorganizował transport, tylko zapomniał zapłacić za jedno i drugie... W tej sytuacji mogli być u mnie albo o 00:00, 02:00 lub nawet nad ranem w niedzielę. Super! Niepotrzebnie straciłam cały dzień w pracy. I nie to żebym już tęskniła, ale jednak pieniądze piechotą nie chodzą. No trudno i tak było już za późno... I tak sobie czekałam. O 23:00 postanowiłam położ...

Bye Bye Sansted Airport

I tak oto nadszedł ten dzień, jakże przeze mnie wyczekiwany... Zakończyłam swoją współpracę z firmą, której produkty działają na ludzi jak narkotyk, jak najgłębiej skrywane marzenia, jak coś co działa na ludzi jak orgazm - dosłownie ;-) Jedna dziewczyna prawie się dzisiaj popłakała na widok mojego sklepiku. Taki świr ;-) W ten ostatni dzień nie mogłam pracować na inną zmianę, jak na rano. W końcu to jest to, co lubię najbardziej. Mogłabym powiedzieć lubiłam, ale nie chcę zapeszać dopóki nie znajdę nowej pracy, bo w końcu nikt nie wie, co mnie czeka w tej naszej Polsce. (dzisiaj w nocy śniło mi się, że pracowałam w kiosku ruchu i sprzedawałam gazety; nie wiem czy to normalne?) Niestety nie miałam dzisiaj żadnych "specjalnych" klientów i dzień minął mi całkiem spokojnie. Wręcz za spokojnie. A jak odczucia? Różnie. Z jednej strony radość, z drugiej smutek. Będzie mi brakować tego miejsca, a przede wszystkim ludzi, z którymi pracowałam i wszystkich tych osób, z którymi ...