Przejdź do głównej zawartości

Posty

Integracja

Nie tak dawno oglądałam film "Wyjazd integracyjny" i nawet nie podejrzewałam, że w całkiem niedługim czasie sama będę uczestniczka podobnej imprezy... W ostatni piątek nasza firma zorganizowała nam imprezę integracyjną. Zniechęcona wrażeniami jakie wyniosłąm z filmu, nie bardzo miłam ochtę tam iść, ale co było robić? Jako nowy pracownik, musiałam się poświęcić... Cały ten pomysł z wyjściem najbardziej nie podobał sie mojemu mężowi. Zazdrośnik jeden kazał mi nawet jechać samochodem, co bym się nie sponiewierała. Koniec końców, pojechałam jednak tramwajem i na własne oczy zobaczyłam, jak taka impreza wygląda. Zaraz po dotarciu na miejsce, wszyscy byliśmy miło zaskoczeni. Czekał na nas grill pełen przysmaków oraz nieograniczona ilość piwa z beczki, z czego wiele osób z rozkoszą korzystało. Równie rozkosznie było potem patrzeć na te osoby, jak się zatazczały od ściany do ściany :-) Powiem jedno. Gdyby mnie tak poniosło, jak kilka osób na tej imprezie, na pewno ze wstydu złożyłab...

Wakaceje, remonty i ja

Nie ma chyba nic bardziej przygnębiającego, jak rozpoczęcie nowej pracy w sezonie urlopowym... A na dodatek pracy na umowę zlecenie. Wszyscy w około rozmawiają o wyjazdach wakacyjnych, a ja nawet się nie zasatnawiam dokąd moglibyśmy pojechać, bo wiem, że najbliższy urlop to może w styczniu... Takie życie. Dobrze, że są kraje, w których słońce świeci przez cały rok, bo zdecydowanie od tzw. zimowych urlopów wolę wypoczynek na plaży w temperaturze plus 30 ;-). A do tego ocean, zimny drink, oj i znowu się rozmarzyłam. Jest jednak szansa, że w sierpniu udamy się z mężem na jakiś weekend nad jeziorkiem, tyle ich w okolicy. Wiem, że nie można porównywać tego z dwoma tygodniami pod palmami, ale lepsze to niż nic. Do tego wszystkiego w sierpniu szykują mi się jakieś trzy tygodnie zwolnienia. Jak się okazało ta moja torbiel na trzustce, to jednak nie jest taka jasna sprawa i nawet chirurg z długoletnim stażem z wrocławskiego szpitala, nie widział dotychczas takiego przypadku jak mój. Zawsze ...

W pracy i po pracy

Miesiąc po powrocie do kraju nie moge narzekać, a jedynie żałować, że tak długo zwlekałam z tą decyzją. Wszystko się układa. Znalazłam pracę :-) I nie wierzcie tym, którzy mówią, iż takowej w kraju nie ma. Nie wysłałam nawet tak dużo aplikacji, a w niecały miesiąc zaoferowano mi pozycję w dziale obsługi klienta w międzynarodowej firmie zajmującej się spedycją. A wiecie, co jest najśmieszniejsze? Ja nie mam pojęcia, a raczej nie miałam jeszcze tydzień temu, czym jest logistyka i z czym się to je. Wystarczy mieć osobowość i chęć do pracy. Wtedy można wszystko. Nie wierzę ludziom, którzy siedzą na bezrobociu i płaczą, jak im źle. Wystarczy inaczej podejść do sprawy i nie ma problemu :-) A jak się pracuje w Polsce? Ciągle nie mogę się nadziwić, jak wartościowym produktem w kraju jest praca. Szefostwu wydaje się, że powinniśmy całować ich po pewnej części ciała tylko dlatego, że pozwalaja nam codziennie przychodzić do biura i wpatrywać się w ekran komputera przez osiem godzin. Nie mówię t...

W poszukiwaniu pracy

Coś ostatnio nie mam natchnienia do pisania. Muszę się przyznać, że pisanie tego blaga było dla mnie formą terapii w tej angielskiej niedoli, bardzo skutecznej z resztą. A teraz, po powrocie do kraju jest mi po prostu dobrze. Nie muszę się o nic martwić, do niechodzenia do pracy można się z łatwością przyzwyczaić, tak samo z resztą jak do domowych obiadów mojej mamy :-) Czego chciec więcej? No moze własnych czterech ścian, ale to już też niedługo, bo drugiego lipca zaczynamy remont w naszym mieszkanku na dziewiątym piętrze. Pracy oczywiście szukam, ale nie jest to proces łatwy. Byłam na dwóch rozmowach. Jedna z nich obudziła we mnie nadzieję, że mam jednak szansę na robienie w życiu czegoś, co będzie sprawiało mi przyjemność. Z drugiej chciałam wyjść równie szybko, jak na nią weszłam. Zraził mnie nie tylko pan dyrektor, który na pytanie o wynagrodzenie odpowiedził, że to jest dopiero wstępny etap rekrutacji i nie może mi powiedzieć, ale znają moje oczekiwania finansowe w...

Bąblowiec, fuj :-(

Tydzień po powrocie do kraju w końcu doszłam do siebie. Nie wiem dlaczego, ale przez te ostatnie dni byłam kompletnie nie do życia. Ciągle bym tylko spała. To fakt, że tutaj u nas jest inne ciśnienie, no ale żeby aż tak!? Tobiasz ma podobnie, tylko on śpi całe dnie, a po zmroku zaczyna zabawę. Teraz ma wesoło, bo nie skacze tylko po mnie, ale ma jeszcze moich rodziców;-) Poszłam za to w zeszłym tygodniu do mojej pani doktor w celu wyjaśnienia tej mojej torbieli na trzustce. I nie wiem, która diagnoza bardziej mi się podobała. Otóż jeszcze nie mam potwierdzenia, ale wygląda na to, że mam bąblowca... Oczywiście sama nazwa też mi nic nie mówi. A bąblowiec to choroba pasożytnicza wywoływana przez tasiemce z rodzaju Echinococcus : E. granulosus i E. multilocularis , wyjątkowo E. oligarthus i E. vogeli . Taaak. Plus jest taki, że nie muszę już przestrzegac diety i alkoholu też mogę spożywać ile mi się podoba, ale z drugiej strony świadomość, że gdzieś tam we mnie coś żyje nie jest prz...

Z UK do PL i już po wszystkim :-)

Trzeciego dnia po powrocie nareszcie zaczynam dochodzić do siebie. Co prawda jeszcze nie do końca dochodzi do mnie, że jestem już tutaj na stałe, ale coraz mniej odczuwam zmęczenie, które oststnio wogóle mnie opuszczało... A co do drogi powrotnej to nie obyło się bez przygód... Gdy dodawałam post ze zdjęciem z Dover czekaliśmy akurat w kolejce do budki odprawy na prom. Kolejka nie była mała więc chwilę nam to zajęło. W momencie gdy czekaliśmy, aż miła pani wyda nam bilet mój mąż powiedział "Maska nam paruje". Wszyscy odpowiedzieliśmy mu uśmiechem na twarzy, myśląc że to z powodu deszczu i nagrzanego silnika. Niestety kilka sekund później dodał, "I dymi coraz mocniej! O kurcze, zapaliła się czerwona kontrolka na termometrze!" A pani w okienku zaczęła kaszleć, bo dymu było już całkiem sporo. Zrobiło mi się słabo... Tylko tego brakowało, żeby wybuchł nam samochód. Zjechaliśmy na bok, a chłopaki zajrzeli pod maskę. Chłodnica była tak gorąca, że para nie przestawała l...

Bye bye England!!!

Juz w Dover w kolejce na prom:-) Udało nam się dojechać na czas, a to już duży sukces. Dover, przed promem