Przejdź do głównej zawartości

Posty

Jak gryzie komar?

W zeszłą niedzielę wybraliśmy się z mężem do lasu na mały spacer. Zbrzydły nam te wrocławskie ulice, dlatego postanowiliśmy się wybrać na łono natury. Naszym celem były lasy za Trzebnicą. Powiem krótko, nigdy więcej! Napadło nas stado wygłodniałych komarów i innych owadów, które miały ochotę na łyczek świeżej krwi. Oj szybko uciekaliśmy do samochodu, a okien nie otworzyliśmy do czasu, aż nie oddaliliśmy się na bezpieczną odległość. W poniedziałek naliczyłam na moich nogach czternaście śladów ukąszeń, oto kilka z nich :

Czas na czesanie

Tyle sierści sczesuję z Majki prawie codziennie. Cała garść mi tych kłaków wychodzi. I tak się zastanawiam, czy jak ją tak codziennie będę czesać, to czy łysa nie zostanie???

Remonty...

Jakiś czas temu na naszym osiedlu zaczęły się remonty balkonów. I muszę powiedzieć, że pomimo iż przez jakiś czas nie możemy otwierać okien z tamtej strony i mamy trochę hałasu, to remont był już konieczny. Te bloki zostały wybudowane w latach 80-tych więc ich stan pozostawia dużo do życzenia... W zeszłym tygodniu przyszła pora na nasz pion. Zaczęło się od postawienia rusztowań, potem panowie szli tak sobie od parteru, aż doszli do naszego balkonu. I tutaj zaczyna się zabawa. Wracam w poniedziałek z pracy i co zastaję? To, że na balkonie widzę dwóch mężczyzn, którzy są w trakcie rozwalania ścian nie zdziwiło mnie tak, jak widok  kawałków ściany na podłodze w moim salonie. Tak, dzięki tym pracom na balkonie posypała mi się ściana wewnętrzna. No to co? Wyszłam na balkon i grzecznie pytam, "Panowie, ale jak to? I co ja mam teraz z tym zrobić?" "Pani się nie martwi. My tą ścianę skujemy i od nowa postawimy." "Ale jak? Ścianę chcą mi panowie wyburzać? W środku? W mi...

Kwiaty na bazyli

Moja bazylia po roku podlewania, dbania o nią i zdobienia naszych talerzy, odwdzięczyła się pięknym kwiatem. Podobno te kwiatki trzeba obciąć, żeby bazylia dalej rosła, ale ja nie mam serca jej tego robić. Niech sobie kwitnie i ładnie wygląda. Każdemu się czasami należy :-) Bazylia Bazylia

Weekend za miastem

I znowu mamy wtorek, a weekend pozostał tylko odległym wspomnieniem... Ale i tak mamy co wspominać, bo naprawdę bardzo miło spędziliśmy te najwspanialsze dwa dni tygodnia. Tak jak zaplanowaliśmy w podróż do rodziców wybraliśmy się jeszcze w piątek, tak aby spokojnie się wyspać i obudzić się już na miejscu. Z tym wyspaniem to nie jest jednak taka prosta historia. Majka na nowym miejscu była bardziej aktywna niż zwykle, generalnie to coś mi się wydaje, że w ogóle nie spała. Kilka razy naostrzyła sobie pazurki na nowej rogówce rodziców, ale ciii ;-) Gdy zrobiło się jasno, nasz kot postanowił upolować sobie śniadanie i tak zaczęła się pogoń za muchami, w końcu gdy o 10:00 przyszła pora do wstawania, Majeczka w najlepsze spała sobie w domku Tobiasza. Po śniadaniu wybraliśmy się na solarium, tzn ja się wybrałam,  a mąż czekał na mnie przed wejściem, bo to dzikus jest i bał się wejść, potem szybkie zakupy i na 13:00 na obiad do babci. W menu znalazły się rosół, kotlet z piersi z młodymi ...

Słoneczko nasze pokaż buzie...

I w końcu doczekaliśmy się pięknej pogody ! Oczywiście nie możemy za głośno krzyczeć, żeby nie zapeszyć. Jednak już sam fakt, że o poranku nie budzi nas stuk deszczowych kropel, a zamiast tego za oknem mamy piękne niebieskie niebo, dodaje mi skrzydeł i nastraja dobrą energią. A do tego dzisiaj na obiad zrobiłam pyszną zupę wiosenna i makaron z sosem z truskawek. Menu iście letnie, a do tego jakie pyszne :-) Teraz muszę wytrwać jeszcze piątek w pracy i będę gotowa na weekend. A  plan jest prosty. W piątek wieczorem ładujemy Majkę do samochodu i wyruszamy w "długą" podróż do moich rodziców. I niby nie ma w tym nic wyjątkowego, to jednak... Rodzice kilka dni temu spakowali Tobiasza do auta i pojechali na wypoczynek do Dziwnówka. Co prawda obawiali się pogody,a  jak się okazało, niepotrzebnie. Gdy my tutaj mokliśmy i marzliśmy, nad morzem przez cały ten czas była piękna pogoda. I gdzie tutaj sprawiedliwość??? No gdzie :-) A wracając do naszych planów, w sobotę wybieramy się na ...

26 maja - Dzień Matki

I jak Wam minął ten dzień? Czy miło go spędziliście?  A może zaskoczyliście czymś Wasze mamy? Ja przygotowałam dzisiaj obiad, na który zaprosiłam rodziców. W menu był pstrąg pieczony z masełkiem czosnkowym, młode ziemniaki z wody i sałatka z pomidorów koktajlowych, ogórka, oliwek i sera fety. Na szczęście wszystko wyszło i zjedliśmy go ze smakiem. Po obiedzie mąż zebrał się do pracy, a my ubrani w dodatkową parę majtek, żeby nam tyłków nie przewiało wybraliśmy się na miasto. Tramwajem pojechaliśmy do Renomy na lody. Po drodze pokazałam rodzicom, gdzie pracowałam jeszcze do ostatniego piątku. Bo od dwóch dni nie jestem już niewolnikiem korporacji, z czego się bardzo cieszę. Na pożegnanie usłyszałam od tych, co zostali, "gratulujemy, że wybrałaś wolność" :-), w końcu wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi, a nasz los zależy tylko od nas... Jak na lody, to tylko do Grycana. Ostatnio zamknęli kilka lodziarni i ta najbliższa znajduje się właśnie tam. Niestety wybór lodów był dosyć mały...