Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wiosna, ach ta wiosna

Wróciłam dzisiaj do domu po pracy. Zmęczona jak zwykle... Dla przewietrzenia mózgu przeszłam nawet na nogach odcinek od tramwaju, który zwykle podczas zimy przejeżdżałam autobusem. No ale w końcu wiosnę czuć w powietrzu to trzeba korzystać. Po wejściu do mieszkania przywitała mnie zaspana Majeczka cichutkim "miauuu". Przebrałam się, nakarmiłam moją kotkę i sama zasiadłam do zupy ogórkowej, w którą na wczorajszych ćwiczeniach zaopatrzyła mnie koleżanka. Tak sobie siedzę, jem i odwracam się żeby zobaczyć gdzie Maja zawędrowała. A tutaj...  ...siedzi Majeczka na blacie... i korzysta z tego wiosennego słoneczka :-)

Blondynka i czyszczenie plaży

Po przylocie do Marsa Alam w hali przylotów spodziewaliśmy się zobaczyć rezydenta z naszego biura, jednakże obok itaki i neckermana nikogo tam nie było. Nie przeszkodziło to jednak zaradnym Egipcjaninom we wręczeniu nam kartki,wraz z która musieliśmy się udać do "banku" w celu uiszczenia opłaty za wizę $15 od osoby. Dobry sposób znaleźli sobie na robienie pieniędzy. Taki jeden samolot, ok 180 osób, każda po 15 zielonych i biznes się kręci. Nigdy nie zapomnę widoku strażnika, który na środku lotniska stał za swoim biurkiem z kawą i palił papierosa, jak gdyby nigdy nic. Mąż od razu poczuł się jak w raju. Brak zakazu palenia  to coś co my znamy już tylko z filmów, a oni tam mogą palić wszędzie. Kosmos jakiś. Fakt, po kilku dniach ten wszędobylski zapach papierosów zaczął mnie strasznie mulić, bo ile można? Chociaż w samolocie był komplet, do naszego autokaru wsiadło zaledwie 10 osób. Po drodze do hotelu wysadziliśmy ludzi w trzech innych hotelach. I jak to zazwyczaj z...

A było to tak, czyli wakacje w biegu

W pierwszej chwili chcieliśmy polecieć na Wyspy Kanarskie  bo tam zawsze jest ciepło no i nie potrzeba paszportu. Po przemyśleniu całej sprawy doszliśmy jednak do wniosku, iż mamy na tyle czasu, aby mąż wyrobił sobie nowy paszport. I tak też się stało. Teraz w okresie zimowym ludzie nie myślą tak bardzo o potrzebie wyrobienia paszportu, toteż mąż czekał niecałe dwa tygodnie, co bardzo ułatwiło nam sprawę  ale też pomogło zaoszczędzić parę złotych w portfelu, bo nie ma co ukrywać, Egipt chociaż do tanich nie należy to jest sporo tańszy od Kanarów. I tak w środę wieczorem, podjęliśmy szybką decyzję - w samolocie zostały tylko dwa wolne miejsca, o wylocie na wiosenny urlop. Oczywiście, jak to z nami bywa bez problemów się nie było. Nie mieliśmy na koncie całej sumy potrzebnej na tą wycieczkę, bo już wcześniej wybraliśmy część pieniędzy z myślą, że wczasy wykupimy w biurze na miejscu, a nie przez internet. Na szczęście pani dała nam czas do czwartku rano na p...

Zimno wszędzie, biało wszędzie...

Gdy w niedzielę wielkanocną o godzinie 07:10 rano wylądowaliśmy na lotnisku w Katowicach, nie mogliśmy uwierzyć w krajobraz jaki ukazał się naszym oczom. Wszystko pokryte było grubą warstwą śniegu a w twarz wiał nieprzyjemny wiatr. I pomyśleć, że jeszcze 5 godzin wcześniej byliśmy w ciepłym Egipcie, którego mieszkańcy znają dziadka mroza tylko ze słyszenia... Hotel Coral Hills, Marsa el Alam Coral Hills, Marsa el Alam

Trzydzieści lat minęło...

Prędzej czy później wszystkich nas to czeka... Dzisiaj mojemu mężowi dwójka w wieku zmieniła się na trójkę. Tak właśnie, mąż mój obchodzi dzisiaj 30-te urodziny. Nie mieliśmy jakiś specjalnych planów, co do obchodu tego pamiętnego dnia, ale i tak było miło. Kupiłam na gruponie kolację w niezłej wrocławskiej restauracji, dzięki czemu za nie tak duże pieniądze wybraliśmy się na trzydaniową, romantyczna kolację z lampką wina. Na przystawkę zjedliśmy zupę, mąż jarzynową, ja krem z borowików. Niestety zupa chociaż nie była zła, to za cenę jaka widniała w menu, porcja była zdecydowanie za mała. Na drugie miałam ochotę na kurczaka na styl indyjski i oczywiście, akurat zabrakło tego dania. Normalne. Zamiast tego zdecydowałam się na pierś z kurczaka nadziewaną szpinakiem w sosie serowym, do tego frytki i sałatka z pysznym sosem vinaigrette - jeżeli tak to się pisze, no ale Magdą nie jestem, więc taką gafę możecie mi wybaczyć. Mąż wybrał sobie makaron z kurczakiem w sero...

Majka - mały komandos.

Ok dwóch tygodni temu zauważyliśmy na uchu naszego kota małe zgrubienie  Niby nic wielkiego, ale jej ucho nie stało już prosto do góry, a lekko opadało. Zadzwoniliśmy do weterynarza po radę, co to takiego może być i czy ewentualnie powinniśmy się u niego pojawić? Lekarz zapewnił nas, że to nic takiego i lepiej będzie poczekać kilka dni i poobserwować ucho, bo gulka sama może zejść. Tak się jednak nie stało, a w czwartek tydzień temu stan ucha był już na tyle poważny, że zaczęliśmy szukać pomocy u innego weterynarza, ponieważ ten, który poradził nam przeczekać, nie miał ochoty poczekać na nas chwilę dłużej po godzinach przyjęć. Nie mieliśmy tutaj na myśli kilkugodzinnego spóźnienia, jednak mój mąż kończył pracę dosyć późno i obawialiśmy się, że zwyczajnie utnie w korku i cała wyprawa poszłaby na marne. Na szczęście we Wrocławiu jest kilka gabinetów weterynaryjnych, a jeden z nich znajduj...

Ja to mam szczęście...

Jechałam wczoraj do pracy i bardzo byłam z siebie dumna, że udało mi się zdążyć na tramwaj, który dojeżdża pod firmę na czas, a nie 5 minut później... I tak sobie jechałam zastanawiając się jaki dzień mnie czeka, aż tu nagle trzy przystanki przed końcem mojej podróży, tramwaj stanął, otworzył wszystkie drzwi i tak stał. Co się stało? A no popsuł się... Zdarza się. W ten sposób do pracy zamiast zjawić się przed czasem, dotarłam porządnie spóźniona. Na szczęście poranek miałam w miarę spokojny, a i reszta dnia jakoś zleciała. O 16:30 odłączyłam wtyczkę od komputera i pobiegłam na tramwaj do domu, bo na 19:00 zaplanowane miałam ćwiczenia. Wsiadłam w ten tramwaj, przejechaliśmy cały jeden przystanek i co, i co? No kto zgadnie? Tramwaj się popsuł! Pech jakiś czy coś :-)